RELACJA Górskich Wyryp: Jesenická šedesátka 2015

W tym roku oczywiście nie mogło zabraknąć nas na wyjątkowym wydarzeniu, jakim jest Jesenická šedesátka. W evencie braliśmy udział po raz trzeci i choć od zawodów minęło już pięć (oj!) miesięcy, warto napisać na ich temat kilka słów.
Aby nie zamęczyć Was ścianą tekstu, ze swoich wspomnień postaram się wycisnąć esencję, którą zaserwuję poniżej w siedmiu filiżankach. Jeśli nigdy nie brałeś udziału w tym maratonie, po wychyleniu wszystkich filiżanek,
będziesz już mniej więcej wiedział, w którym kościele dzwoni.

 

Filiżanka #1: Przed startem.
Jak co roku, od trzech lat, naszą bazą był położony tuż za Jesenikiem Autocamping Bobrovnik. Wspominam o tym nie bez powodu. Zgodnie uważamy, że jest to miejsce idealne dla wyrypowiczów: pole campingowe, pole namiotowe, miejsca do palenia ognisk, niewielki bar, dużo przestrzeni, dużo zieleni… no i tanio. Z roku na rok w przeddzień zawodów, na terenie autocampingu można spotkać co raz więcej osób z Jeleniej Góry, Wrocławia i okolic. Miło się wspomina i dzieli doświadczeniami z innymi pasjonatami górskich wyryp.

Filiżanka #2: Start – Rejviz (PK1)
Jak zapwne wiesz, na trasę Jesenickiej 60-tki można wystartować o dowolnej porze, zawartej w przedziale czasowy pomiędzy godzinami 6 i 7:30. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wystartować punktualnie, mimo faktu, że zazwyczaj wstaję jako jeden z pierwszych. Wyruszyliśmy o 6:40. Warto pamiętać, że gdy prognoza pogody przewiduje piękny, słoneczny dzień, należy wystartować jak najwsześniej, aby palące słońce dopadło nas jak najpóźniej. A w Jesenikach potrafi przypiec, oj potrafi!
Odcinek trasy do PK1 miał w sobie wszystko, czego potrzeba było do pobudzenia nóg. Był przyjemny chłód, trochę asfaltu,  szutru,  otwartej przestrzeni i fragment lasu. I co najważniejsze, były pierwsze przewyższenia. Pod koniec podejścia, po prawej stronie można zaczerpnąć zimnej wody ze źródełka.
Praktycznie od startu do punktu kontrolnego poruszaliśmy się za zielonymi znakami pieszego szlaku turystycznego. Po nieciekawym odcinku biegnącym dość ruchliwą asfaltówką, dotarliśmy do malowniczych drewnianych domków. Osada Rejviz! Na mojej karcie startowej pojawiła się pierwsza pieczątka i obok godzina – 8:10. W tutejszym „kiosku” zainteresowani mogą nabyć pamiątki i przekąski.

Filiżanka #3: Rejviz (PK1) – Videlsky Kriz (PK2)
Bez zbędnego przedłużania opuściliśmy miejsce pierwszej „kontroli”, by spokojnym tempem ruszyć w dalszą drogę. Tym razem za żółtymi znakami szlaku. Ten odcinek trasy jest dość mozolny i w większości przebiega przez zalesione tereny. Przecieliśmy obaszar Narodowego Rezerwatu Przyrody „Rejviz”. Niestety, idąc trasą maratonu, nie było nam dane zobaczyć jego największych walorów, a więc liczących po kilka tysięcy lat torfowisk oraz Mchowych Jeziorek. Po drodze minęliśmy szczyt Kazatelny (925 m n.p.m.) i Opawską chatę (dla jasności – to nie jest schronisko, raczej schron). Przemierzając Pasmo Orlika złapaliśmy ostatnie chłodne masy powietrza. Kamienistą leśną drogą zeszliśmy w kierunku asfaltowej drogi i sporego parkingu leśnego.W końcu dotarliśmy do PK2 zlokalizowanego przy Videlskym Krizu, który znajduje się na 30 kilometrze trasy. PÓŁMETEK, tak zwany. Było po 11, a więc tempo przyzwoite. W tym miejscu warto skorzystać z poczęstunku, który oferują nam niewiasty obsługujące punkt kontrolny. Zazwyczaj są to owoce i woda. Warto też przysiąść na chwilę w cieniu, ściągnąć buty i posilić się. Można to zrobić w dowolnej kolejności, byleby podładować nieco baterie. Mając świadomość, jak sporo energii pochłoną najbliże 2 kilometry, apeluję do tych, którzy świadomości tej nie są nosicielami – odpocznijcie. Uwaga techniczna: Punkt kontrolny numer 2 należy zaliczyć do godziny 13.

Filiżanka #4:  Videlsky Kriz (PK2) – Cervenohorske sedlo (PK3)
Zaraz po wejściu w las, zaczyna się długie (około 2 kilometry), kamieniste podejście, które niejednemu i niejednej dało już w kość. Żółtym szlakiem „podepachaliśmy” się pod Małego Dziada (1368 m n.p.m.). Spore przewyższenie na stosunkowo niewielkim dystansie najlepiej połknąć „na raz”, aby jak najszybciej mieć to za sobą. Niech motywacją, ale i nagrodą będzie zimny Radogast z kija w schronisku Svycarna. W tym miejscu można się też posilić i uzupełnić zapas wody. My tak zrobiliśmy, widząc bezkres niebieskiego nieba i falujące, rozgrzane masy powietrza. Nazwa schroniska, przy którym zatrzymaliśmy się, nie jest przypadkowa. Otaczają nas porośnięte gęstą zieloną trawą hale na których wypasają się białe krowy z długimi rogami. Nie znam się na krowach, ale te zapewne mają wiele wspólnego ze Szwajcarią ; ) Warto zwrócić uwagę na fakt, że Pradziad (najwyższy szczyt Jeseników) jest teraz jakby na wyciągnięcie ręki. W żadnym momencie wcześniej, ani już nigdy później nie będzie tak blisko. Po krótkiej przerwie, ruszyliśmy za czerwonymi znakami w kierunku kolejnej „kontroli”. Najpierw czekało na nas kamieniste zejście, później drewniane kładki i niewielkie podejścia. Z kilku miejsc możemy podziwiać ładne panoramy Jeseników, które roztaczają się przeważnie po naszej lewej ręce, z tyłu. Żar lał się z nieba, a woda z butli i bukłaków niemalże w tej samej ilości co do ust, to i na głowy. Polując na plamy cienia, wygenerowane przez pojedyncze drzewa, szliśmy wężykiem od prawej do lewej strony drogi. W końcu gdzieś z przodu, pod nami, wyłoniła się mocno zurbanizowana przełęcz. Przy tutejszym hotelu zlokalizowany jest PK3. To 39 kilometr Jesenickiej Sześćdziesiątki. Uwaga techniczna: PK3 działa do godziny 16.

Filiżanka #5: Cervenohorske sedlo (PK3) –  Serak (PK4)
Ruszyliśmy w dalszą drogę, było po 14. Oblepieni żarem, który nieustannie lał się z nieba, pokonaliśmy pierwsze podejście. Po prawej stronie minęliśmy kapliczkę. Tempo całkowicie padło; tempa już nie było.
Odcinek do czwartego punktu kontrolnego bez wątpienia jest najciekawszym pod względem krajobrazowym. Po lewej stronie minęliśmy miejsce, w którym można podratować stan płynów w organiźmie. To źródełko znajdujące się w niewielkiej kapliczce. Nie zatrzymywaliśmy się nawet na chwilę, bo jak poinformowali nas napotkani turyści – ledwo „ciurkało”. Kolejnym mijanym punktem na trasie, któremu warto poświęcić kilka słów, jest Keprnik (1423m n.p.m.). Szczyt tego wzniesienia zwieńczony jest dość ciekawą grupą skalną. Skałki stanowią wyborny punkt widokowy na okolicę, głównie na fragment Wysokiego Jesionika, Góry Złote i Masyw Śnieżnika.  Mijając ciekawą drewnianą dzwonnicę, dotarliśmy do PK4, zlokalizowanego przy Chacie Jiriho na Seraku. To już 48 kilometr trasy.

Filiżanka #6: Serak (PK4) – Jesenik (META)
Za nami ostatni punkt kontrolny na trasie. Przez moment siedzieliśmy przy schronisku, patrząc na oddaloną zabudowę Jesenika. Niby to tylko 12 kilometrów do mety, niby w większości w dół… Tak, na tym odcinku w szczególności mogą się przydać kijki teleskopowe, dzięki którym odciążymy kolana. Poruszaliśmy się głównie lasem, nie było niewygodnych kamieni, czy błota. W kilku miejscach warto zwrócić uwagę na wystające korzenie. Schodząc zieloną łąką dotarliśmy do smukłej asfaltówki. Kolejny rok z rzędu, w mijanej po lewej stronie restauracji odbywało się wesele… Rozochoceni tempem, które od dłuższego czasu oscylowało w okolicach 6,5 km/h, dotarliśmy do pierwszych budynków Jesenika. Tu wkroczyliśmy na oznakowaną przez organizatora trasę. META. Skończyliśmy o 19 godzinie, minut pięć. Finisz co roku zlokalizowany jest na terenie restauracji Gemer. Całe szczęście, ta udostępnia dla uczestników toalety – przynajmniej z twarzy można było zmyć trochę soli. Jak się okazało, przez sporą część popołudnia było czterdzieści parę stopni Celsjusza w słońcu. 

 

Filiżanka #7: Na zakończenie.
Tegoroczna Jesenicka 60-tka, odbyła się w sobotę 6 czerwca 2015 roku. To była już 42 edycja tego eventu. Miejscem startu i mety maratonu jest skwer przy restauracji Gemer w malowniczo położonym Jeseniku. Formuła maratonu od lat jest niezmienna – punkty kontrolne z sędziami pozostają w tych samych lokalizacjach, trasa, ani limity czasowe nie są modyfikowane. Na pokonanie 60 kilometrowej pętli uczestnicy mają do dyspozycji 14h. Maszerując „turystycznym tempem” i robiąc sobie po drodze kilka przerw 5 – 15 minutowych, metę można spokojnie osiągnąć w 12h. Oprócz koronnego dystansu, do wyboru są również mniejsze pętle: 8, 15 i 25 km. Wpisowe wynosi 10 koron czeskich, płacone w dniu startu. W ramach wpisowego uczestnik może korzystać z bufetów zlokalizowanych przy PK (woda, owoce) oraz –po ukończeniu maratonu- otrzymuje pamiątkowy dyplom. Warunkiem ukończenia zawodów jest zebranie potwierdzeń obecności na czterech punktach kontrolnych (na kartach startowych wydawanych przy płaceniu wpisowego) oraz dotarcie do mety przed upływem limitu czasowego. W tegorocznej edycji na koronnym dystansie wzięło udział 289 uczestników. Wśród startujących, mocną grupę stanowili Polacy – około 30 – 40 osób.
Na dystansie 60km Górskie Wyrypy tym razem reprezentowali: Szymon, Maciek i Wojtek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *