przejście dookoła kotliny jeleniogórskiej

BLOG || Oczami i nogami długodystansowego laika.

Czołem! Niniejszym wpisem chciałbym zapoczątkować coś nowego na łamach Górskich Wyryp, na nazwę czego pomysłu nie mam i co roboczo nazwę BLOGIEM. Od jakiegoś czasu brakowało mi tu miejsca na luźniejsze teksty i przemyślenia, wiecie, takie niezobowiązujące pitu pitu.
Jako, że jesteśmy (prawie) świeżo po 15. Przejściu Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej i na chwilę obecną mój umysł blokuje obraz zdarzeń sprzed ponad tygodnia, postanowiłem wziąć na tapetę poprzednie edycje. I tak oto wpadła mi w ręce konkursowa relacja z 2012 roku, którą napisałem po  mojej pierwszej wyrypie, jaką było Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Tak się jakoś złożyło, że wygrałem ten konkurs, a nagrodą był PEWNY i DARMOWY start w kolejnej edycji Przejścia. Żeby było jasne – ja nie zakochałem się w Przejściu od pierwszego wejrzenia. Wiecie, mnie po prostu zmuszono do kolejnych startów! 😉

Zapraszam do lektury! 

 

OCZAMI I NOGAMI DŁUGODYSTANSOWEGO LAIKA.
Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej w deczko KRZYWYM zwierciadle.

(…) Wrzesień. Siedzę pod Samotnią i czuję, że na moją twarz powracają przyzwoite barwy, a zadyszka popita ciepłym mlekiem jest już pieśnią przeszłości. Ze Śnieżki właśnie zeszła LAWINA (red. Marszozbieg „Lawina” ze Śnieżki do Samotni). Jestem jej częścią. Z rozważań na bliżej nieokreślony temat, wyrywa mnie dialog siedzących gdzieś w pobliżu ludzi. Rozmawiają o Przejściu dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. O TYM przejściu?! Retrospekcja. Mój umysł mimowolnie odtworzył scenę sprzed kilku dni, kiedy to odkrywam, że –ja, gapa- przegapiłem termin rejestracji. I tej dodatkowej także. Wracam myślami nad Mały Staw i nastawiam ucho. I słyszę, że co roku pewna pula miejsc się zwalania. Hah, w końcu LAWINĄ też stałem się spontanicznie…

***
(…) na starcie odkładam chwilę, w której podejdę do tej Pani i zapytam o wolne miejsca… Tak! Jest możliwość dopisania się! Od teraz jestem 444! Na nastrojenie psychiki mam 30 minut, które spędzam w obozie Szymona, Rafała i ich znajomych. Po chwili kontemplacji, stwierdzam, że mam nogi, mam plecak, więc jestem przygotowany. Wyróżniam się tym, że nie mam kijków. Obojętnie, z kijkami, czy bez.
UWAGA PERSONALNA: gdyby było obojętne, to by pies ogonem szczekał; czy ci wszyscy ludzie mogą się mylić?

***
(…) Minuta ciszy.

***
(…) na Hali Szrenickiej jesteśmy po 53 minutach, co oznajmił nam Szymon. Świetnie. Osobiście bardziej koncentruję się na tym, że wszystkim dookoła „puściły nogi”. Po reakcjach, orientuję się, że to dobrze. Tylko co z moimi nogami…?

***
(…) po drodze korzystam głównie ze światła innych; gdybym pamiętał, że moja chińska czołówka rozświetla, zamiast świecić, wziąłbym zapas świeczek. Ogóle, idzie się przyjemnie. Teraz jestem częścią świetlistego węża, wijącego się na kilku kilometrach szlaku. Jestę wężę, idąc za klasykiem. Żurek i herbata w Domu Śląskim, hu hu, sprawiły, że spędziliśmy tam bitą godzinę. Po drugiej w nocy wychodzimy.

***
(…) Śnieżka wita nas obfitą porcją mgły; ci, którzy poprosili o dokładkę, pociągnęli sporą grupę w kierunku czeskiego Urzędu Pocztowego. Nie tędy droga! I to ja jestem laikiem?

***
(…) Zbieramy się pod Okrajem. Godzina mniej więcej czwarta nad ranem. Szymon cieszy się z tempa. Maciej kręci nosem. Mnie pochłania konsumpcja Grześka od Skalnika.
Pierwsza kontuzja w grupie. Boguś stracił kolana. Myśl o Jego plecaku, wypchanym zapasami, rozprasza mnie w tej pełnej dramaturgii scenie rozstania…

***
(…) Zmieniwszy front z Karkonoszy na Rudawy, mój umysł atakują opowieści towarzyszy. A to, że w ich pierwszym Przejściu dotarli do Janowic Wielkich, a to, że przy drugiej próbie kontuzja, a przy trzeciej też coś nie zagrało. Jako grupowy świeżak, zadaję pytania; dużo pytań.
UWAGA PERSONALNA: w przyszłości zadawać jeszcze więcej pytań; możliwość pouczania nowicjusza oraz przytaczania zajść z minionych edycji eventu, wprawia towarzyszy w lepszy nastrój.

***
(…) gdyby mnie teraz zobaczył słynny komentator sportowy, niejaki Pan Szpakowski, pewnie z pogardą w głosie uznałby, że idę „na alibi”. Wlekąc się z tyłu, w końcu padam na igliwie na Skalniku. Tam też po raz pierwszy decyduję odłączyć się od towarzyszy i kontynuować marsz spokojniejszym tempem. Szymon zostawia mi tosty.
UWAGA PERSONALNA: pracuj nad taktyką; wyjadacze zrzucają balast, a ty się rozpuszczasz z radości, że coś dostałeś; choć tosty smaczne.

***
(…) powolna, samotna włóczęga do Janowic. Uzupełnienie prowiantu w tejże miejscowości. Posiłek. Wspinaczka na Różankę. I o to…
-Zapraszam na makaron!
-Dziękuję, nie mam czasu!
UWAGA PERSONALNA: jeśli jeszcze kiedykolwiek nie skorzystasz z bufetu, nie chwal się; potem patrząc ci w oczy, nazywają cię dziwakiem… bo przecież, jak można nie skorzystać, gdy dają coś za darmo?! Pamiętaj, w jakim kraju żyjesz.

***
(…) za Różanką trafiam na Szymona i Bartka. Szymonowi pękł bukłak. Jakie to szczęście, że laik takowego nie posiada. Można się nieco podbudować na nieszczęściu kolegi, hy hy. Po drodze zbieramy czekających Macieja i Arka. Kolejnych kilka kilometrów idziemy razem. Gdy przyśpieszają, macham na ostateczne pożegnanie. Jak się później okazało, nie takie ostateczne. Z Kapeli pod Okole idę boso. Zawsze podziwiałem bosonogich Indian.
UWAGA PERSONALNA: nic z tego, asfalt =/= pumeks.

***
(…) odcinek z Okola na Górę Szybowcową nie przypadł mi do gustu, zatem nie będę się tu rozpisywał. Oj, no dobrze, po zmroku, za Chrośnicą wcale się nie zgubiłem. Po prostu spodobał mi się ten niebieski szlak. Po przeszło godzinnej tułaczce wróciłem do gry i całe szczęście, znaleźli się wrocławianie, którzy podciągnęli mnie do Szybowcowej. Z tego miejsca pozdrawiam Michała i resztę.
UWAGA PERSONALNA: bądź świadom wagi słowa „rekonesans”.

***
(…) Dżem z figi, nie drzemka, pod Szybowcową. Zaraz po zaśnięciu zadzwoniły budziki. A miała być godzina snu. Co prawda nie namacalny, ale dowód, że zjawisko zakrzywienia czasoprzestrzeni nie jest mitem.
***
(…) Pod Perłą Zachodu znów spotykam Szymona z drużyną. Kto by się spodziewał! Pod goduszyńską stacją, ktoś otwiera okno w samochodzie i rzuca mi izotoniki do rozpuszczenia. Szczęściarz po przejściach, już dawno po Przejściu. Dziękuję kolego za doping, ale wcale nie mam pewności, czy pomogło.
UWAGA PERSONALNA: mówi się, że pierwszy w życiu joint nie kopie; może podobnie jest z pierwszymi izotonikami?

***
(…) przez Komarzycę przebijam się wokoło 20-osobowej grupie. Niestety, nie pamiętam numerka, nie mniej, jestem przekonany, że Pan przewodnik w istocie był przewodnikiem.
UWAGA PERSONALNA: przepis na bohatera: przeprowadź grupę przez trudny teren – zyskasz szacunek; przeprowadź ją galopem, w ciemności – zyskasz więcej szacunku; zajedź ją – będą cię ubóstwiali.

***
(…) z Wojcieszyc do Zimnej przełęczy znowu bos(k)o. Umyć stopy w porannej rosie – pysznie.
UWAGA PERSONALNA: gdzie są twoje achillesy, o ile to, co właśnie straciłeś, było tym, czym myślałeś, że było?; wysokim butom na długim dystansie powiedz stanowcze NIE; i zastanów się nad kijkami.

***
(…) BÓL. W Górzyńcu uraczono mnie pigułką, która pozwoliła uniknąć zgonu, nawet przy Zakręcie Śmierci. Wysoki Kamień i Smaczne Pierogi.
UWAGA PERSONALNA: przez kolejny rok wstydź się tej tabletki.
***
(…) chyba większość wzięła sobie do serca, że tor saneczkowy, przeznaczony jest do jazdy na saneczkach. O ile na drodze na Przedział, błoto uwieczniło przejście stada, na torze śladów jakby brakowało.
UWAGA PERONALNA: zamilcz, chłopcze…

***
(…) Metal. Wróć. Meta. 145km i niespełna dwie doby marszu. Radość, satysfakcja, nauka, dziękuję.

Z górskim pozdrowieniem!
Wojtek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *